Artystka naszych czasów

„Parys” i „Odys”, dwie kroczące monumentalne postacie. Ni to ludzie, ni zwierzęta. Pozbawione rąk, rysów twarzy, cielesności, dumne hybrydy budzące respekt. Zagadkowości dodają patetyczne, zaczerpnięte z greckiej mitologii imiona herosów, którzy stawili czoła bogom. Niedoskonałych istot, które w swej śmiertelności nie bały się zmierzyć z losem. Postacie niemalże identyczne, a zarazem różniące się od siebie niuansami. Puste skorupy z nietrwałej materii są kwintesencją twórczości Magdaleny Abakanowicz, artystki poruszającej w swych pracach prymarne zagadnienia ludzkiej egzystencji.

Tkaniny w Lozannie

Artystka w swojej pracowni
Artystka w swojej pracowni

Magdalena Abakanowicz urodziła się w Falentach pod Warszawą w 1930 roku. Większość jej biografii opowiada o jej zawodowej ścieżce dopiero od lat 50., kiedy to kończy warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Niewielu wspomina okres wojny i całkiem udaną karierę lekkoatletki. Studiowała u Eleonory Plutyńskiej, prowadzącej pracownię tkaniny ręcznej. Profesorka była bardzo lubiana przez swoich studentów, a dostanie się do jej zespołu dla wielu oznaczało przekroczenie bram swoistego sanktuarium. Mimo to Abakanowicz wspomina okres nauki jako czas ograniczeń i braku swobody twórczej. „Chciałam czym prędzej skończyć studia i uciec jak najdalej od tych wszystkich ustabilizowanych kierunków, od ludzi, którzy wydają recepty, z góry wiedząc, jaką sztuka być powinna, i bezbłędnie odróżniając, co dobre, a co niedobre. Uciec można tylko w siebie, w jedyność własnej świadomości, w konkret własnej egzystencji”. Okres ten niewątpliwie wpłynął na jej emocjonalność i szacunek do pracy z materią.

Prace powstałe do końca lat 50. artystka uznawała za mało istotne. Malowane tkaniny, łatwe do zwinięcia i przetransportowania w inne miejsce, ułatwiały przenoszenie się z pracowni do pracowni w okresie, który Abakanowicz określała jako koczowniczy. Chude lata miały jednak szybko się zakończyć i przynieść upragnione owoce. Początek lat 60. to przełom w sztuce na wielu poziomach. Jednym z nich miało stać się zupełnie nowe traktowanie tkaniny do tej pory uważanej za jeden z elementów rzemiosła artystycznego, sztuki użytkowej, do tego konotowanej z działaniami kobiet, co w ówczesnym zmaskulinizowanym świecie sztuki automatycznie oznaczało zepchnięcie na boczny tor.

W 1961 roku w Lozannie utworzono instytucję, która już na zawsze miała zmienić traktowanie tkaniny – Centre Internationale de la Tapisserie Anciene ed Moderne. Jej najważniejszym dokonaniem była organizacja  międzynarodowych wystaw współczesnej tkaniny, ale co najważniejsze – tkaniny traktowanej jako równoprawna z malarstwem czy rzeźbą materia wypowiedzi artystycznej. Od samego początku polska reprezentacja wyróżniała się spośród innych twórców, a na jej czele stała bezkompromisowa Magdalena Abakanowicz.

Abakany wędrują w świat

Polscy artyści zaskakiwali nie tylko formą, ale przede wszystkim użytym materiałem – nie bali się sięgania po rustykalne tekstury sznurów, grubych wełen, włosia czy runa. Ich prace były zaczepne, nieprzystające do utartych norm estetycznych doby pop-artu, action paintingu i taszyzmu. Jeśli pierwsza edycja była zaskoczeniem i powiewem świeżości, tak drugie biennale okazało się skokiem milowym ku nowej formie wyrazu. Zaprezentowana przez Abakanowicz struktura tekstylna oderwała się od ściany, stając się obiektem rzeźbiarskim wykonanym nie z kamienia, drewna czy gliny, a z nietrwałej materii włosia. Miękkie rzeźby, jak nazywała je krytyka, budziły w widzach skrajne emocje, zwłaszcza że poza aspektami czysto wizualnymi potężne przedmioty były niezwykle zmysłowe. Struktury tworzone były z myślą o interakcji, wciągnięciu widza w proces twórczy poprzez dotykanie powierzchni rzeźby, tulenie się do nich. Co więcej wełna, a później wykorzystywany sizal wydzielały z siebie wyrazisty, pierwotny zapach. Nabierające z czasem coraz większej autonomii organiczne struktury zostały nazwane od nazwiska artystki abakanami i to właśnie dzięki nim miała stać się jedną z najlepiej rozpoznawalnych artystek na świecie. Przypieczętowaniem sukcesów był udział artystki w biennale w Wenecji i złoty medal w São Paulo w 1965 roku.

 

Wystawa prac „Metamorfizm” w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, 2018

Indywidualizm w masie

Działanie skalą, a później powtarzalnością artystka realizowała w pracach na początku lat 70. Struktury organiczne umieszczone w przestrzeni galerii, różnej wielkości jajowate formy z jutowej tkaniny wypełnione miękką substancją miały być wyrazem najgłębiej skrywanych emocji artystki. Bezpośrednim przekazem tego, co poznać i zrozumieć można jedynie poprzez dotyk. Poszukiwania wśród abstrakcyjnych form organicznych doprowadziły Abakanowicz do figury ludzkiej. Początkowo ludzie-manekiny zamknięte w jutowych kostiumach, niczym krępująca je druga skóra („Figury-manekiny czarne”, 1972) przerodziły się w puste skorupy pozbawione wnętrza („Alternacje” 1974-75).
W ten sposób artystka rozpoczęła najdłużej trwający w swojej twórczości okres badania ludzkiej kondycji poprzez multiplikację wariantów postaci. Zestawiała je w mniejsze lub większe grupy, czasem tworząc tłumy kroczących, stojących lub nawet tańczących bezosobowych ciał, często pozbawionych głów. Wśród postaci znajdowały się czasem formy zwierzęce, innym razem powstawały hybrydy – ludzie o ptasich głowach-maskach. Jej podstawowym punktem odniesienia jednak pozostawał człowiek. Jego anonimowość w tłumie, zagubienie, bezosobowość. Indywidualizm w masie, potrzeby przerastające możliwości. „Straszliwa ludzka niemoc wobec własnej struktury biologicznej”, jak mówiła artystka.

 

Stała instalacja plenerowa „Agora” w parku Granta, Chicago, Illinois

Magia i rytualność

W późniejszym okresie Abakanowicz sięgała również po medium rysunku, tworzyła obrazy olejne „Twarze”, „Głowy”, skóry zdjęte z ciał, odseparowane od cielesności, połączone emocjami z artystką w metafizyczny sposób. Magia i rytualność często pojawiają się zarówno w interpretacjach jej sztuki, jak również w wypowiedziach samej artystki. Rodzajem pokaleczonych totemów stały się potężne rzeźby wykonane z okorowanych pni drzew pozbawionych gałęzi, opatrzonych metalowymi lub tekstylnymi bandażami („Gry wojenne” 1989), w których Abakanowicz nie odnosi się już tylko do wyabstrahowanego z świata człowieka, ale bada również jego relacje z kulturą i historią. Rzeźby są bezbronne, zranione, a jednocześnie monumentalne i przytłaczające. Podkreślała, że człowiek, o którym opowiada w rzeźbach, jest ponadczasowy i nie da się go przypisać do jednego momentu w historii, dzięki czemu dopuszczalna jest wielość interpretacji. Pewna teatralność wykonywanych przez Abakanowicz gestów – kreacja przestrzeni, jej zaludnianie, wydzieranie duszy figurom, zachęcanie widza do interakcji – sprawia, że działania artystki nosiły mocny rys teatralności. Doskonale zostało to oddane na zorganizowanej z okazji 80. urodzin artystki w Muzeum Narodowym w Krakowie wystawie, na której precyzyjnie dobrane prace prezentowały każdy z etapów jej twórczości. Dominik Kuryłek, kurator wystawy, wspomina, że przygotowując wystawę, pracował głównie z asystentami Abakanowicz. Sama artystka wówczas w mocno zaawansowanej chorobie przyszła dopiero w momencie, gdy wystawa była ukończona. Długo chodziła w ciszy i skupieniu, oglądając po latach swoje dzieła i witając się z nimi. Na koniec spoglądając na siedzący tłum pleców stwierdziła, że wyglądają niczym zdarte skóry.

 

Cykl „Plecy” prezentowany na wystawie w Muzeum Narodowym w Krakowie, 2010

Magdalena Abakanowicz zmarła w wieku 86 lat w Warszawie. Jej prace znajdują się we wszystkich najważniejszych instytucjach sztuki na całym świecie. Prezentowane są również na wielu plenerowych ekspozycjach jako environment. Do końca życia posługiwała się panieńskim nazwiskiem, dzięki czemu plasowała się na alfabetycznym szczycie list artystów. Dzisiaj, w dobie odkrywania na nowo twórczyń, powrotu do rzemiosła i odwołań do natury jej prace nabierają nowej jakości. Londyńskie Tate właśnie przygotowuje jej dużą monograficzną wystawę, której otwarcie planowane jest na czerwiec przyszłego roku. Prace Abakanowicz pojawiają się regularnie na rynku, również w obiegu aukcyjnym. Jednak upolować naprawdę dobrą rzeźbę czy tkaninę wcale nie jest tak łatwo. Desa Unicum zorganizowała w listopadzie 2018 roku bardzo udaną aukcję prac artystki „Magdalena Abakanowicz: Tkanina • Rzeźba • Rysunek”, na której można było kupić zarówno prace na papierze, rzeźby z juty, metalu, jak i piękne gobeliny. Zainteresowanie wokół twórczości tej artystki znacząco wpłynęło na ceny jej dzieł, które poszły w górę. Wygląda na to, że czas Abakanowicz dopiero nadchodzi.

„Parys” i „Odys” w Cosmopolitanie

Rzeźby „Parys” i „Odys” można oglądać w lobby apartamentowca Cosmopolitan w Warszawie
Rzeźby „Parys” i „Odys” można oglądać w lobby apartamentowca Cosmopolitan w Warszawie

Rzeźby „Parys” i „Odys” pochodzą z cyklu prac „Coexistence” powstałego w 2002 roku, który po raz pierwszy został zaprezentowany w jej nowojorskiej galerii Marlborough. Od kwietnia 2019 roku można oglądać je w holu apartamentowym budynku Cosmopolitan. W ramach „Coexistence” powstało 14 rzeźb hybrydycznych postaci o zwierzęcych głowach. „Zwierzoludzi” wyjętych poza znany nam czas, pokazujących nierozerwalną więź łączącą człowieka z naturą, której jest integralną częścią, o czym zdaje się często zapominamy. Ta pozaczasowość powoduje, że problematyka podejmowana w jej rzeźbach nie ulega przedawnieniu, a może nawet teraz jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek wcześniej, człowiek zagubionym w tłumie, dopuszczający się destrukcji samego siebie dokonuje na naszych oczach samozagłady.

Z inicjatywy Fundacji Magdaleny Abakanowicz dr Jolanta Gola przygotowuje katalog dzieł wszystkich. Katalog zawierać będzie szczegółowe informacje na temat każdej pracy – opis, historię wystaw, bibliografię oraz w miarę możliwości miejsce przechowywania. Właściciele dzieł artysty proszeni są o kontakt z autorką (jola.gola@wp.pl).

0
500