Inwestycja z historią w tle

Wywiad z właścicielem Klasztoru Cedynia, Piotrem Hrynkiewiczem, przeprowadziła Marzena Mróz. 

 

 

M.M.: Klasztor Cedynia to miejsce zupełnie wyjątkowe. Średniowieczna budowla, od 450 lat pełniąca świeckie funkcje, została wspaniale odnowiona. Dziś znajduje się w niej dobrze prosperujący hotel i restauracja. Wszystko wskazuje na to, że wybór miejsca pod tę budowlę nie był dziełem przypadku?

P.H.: Siedemset pięćdziesiąt lat historii jest podstawą tego miejsca. Trzeba też zdać sobie sprawę z tego, że ta historia będzie trwała bez względu na to kto jest lub będzie jego właścicielem. Mury tego średniowiecznego klasztoru będą trwały, ponieważ on jest trochę w innym wymiarze czasowym zbudowany. Pomyśleć, że wzgórze klasztorne było zamieszkane 2.500 lat p.n.e., a sama Cedynia to znany ośrodek kultury łużyckiej. Jego twórcy i budowniczowie już siedem i pół wieku temu precyzyjnie wybrali tę właśnie lokalizację m.in. z powodu bliskości wody – rzeki, oraz mineralnego źródła pitnego, które od tysiącleci dostarcza mieszkańcom krystalicznie czystą wodę.

 

M.M.: Jak to się stało, że Pan, budowniczy okrętów ze Szczecina, zdecydował się dać drugie życie średniowiecznej ruinie?

P.H.: Kupiliśmy ten obiekt 23 lata temu. Trzeba przyznać, że był w złym stanie technicznym. Ale praca w moim zawodzie nauczyła mnie, że nie ma problemów nie do rozwiązania. Jest to tylko kwestia ilości ludzi i czasu. Kupno tego obiektu potraktowaliśmy oboje z żoną jako rodzaj wyzwania, choć dziś moglibyśmy stwierdzić, że była to decyzja nad wyraz śmiała.

 

M.M.: Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?

P.H.: Szukaliśmy obiektu, w którym moglibyśmy zainwestować środki. Chcieliśmy być oryginalni i wybraliśmy zabytek do odrestaurowania. Jeździliśmy po całym województwie zachodniopomorskim i oglądaliśmy różne ruiny. Byłem nawet gotowy wejść w konflikt z konserwatorem zabytków i spróbować wymusić sprzedaż jednego z obiektów, które mają jeszcze szansę spełniać rolę użytkową, ale z roku na rok popadają w coraz większą dewastację. Bo trzeba pamiętać, że aby obiekt użytkowy funkcjonował w czasie, musi mieć funkcję. Bez niej – nie istnieje, rozpada się.

 

M.M.: To trochę tak, jak z człowiekiem…

P.H.: Tak, chociaż w stosunku do ludzi mamy zazwyczaj empatię, a w stosunku do zabytków – nie zawsze. W Polsce przetrwało wiele budowli sakralnych właśnie dlatego, że miały swoją funkcję.

 

M.M.: Co zdecydowało, że wybraliście Państwo właśnie ten, a nie inny zabytek?

P.H.: Do Cedyni przyjechaliśmy w 1996 roku i – tak jak pani powiedziała – była to miłość od pierwszego wejrzenia. Budynek był obrośnięty czarnym bzem. Rozgarnąłem chaszcze w jednym miejscu i zobaczyłem zamurowane średniowieczne okno. Spojrzeliśmy na nie oboje z żoną i zgodnie stwierdziliśmy, że to jest to czego szukaliśmy.

 

M.M.: Historia klasztoru jest zupełnie niezwykła. Proszę nam o niej opowiedzieć.

P.H.: Klasztor Cedynia jest jednym z 467 klasztorów cysterskich w Europie. Wiele z nich już nie istnieje, albo są kompletnie zrujnowane. Były one budowane o dzień drogi od siebie, oczywiście mówimy o dystansie na piechotę, czyli około 25 kilometrów. Fragmentem tego „łańcuszka” jest klasztor w Cedyni, z którego pielgrzymi wędrowali do kolejnego – dziś znajdującego się na terenie Niemiec, w Choryniu. Zdarza się, że mamy gości, którzy przychodzą do nas pieszo, nocują i – idą dalej.

 

M.M.: Od ponad siedmiu stuleci mury klasztoru górują nad malowniczą Cedynią. Co widziały?

P.H.: Były świadkami krwawych wojen i romantycznych schadzek, upadku religii i ścierania się żywiołów narodowych. W 1266 powstał tu klasztor cysterek, który przez trzy stulecia wywierał ogromny wpływ na rozwój Cedyni. W 1555 roku, po wprowadzeniu reformacji, klasztor przestał istnieć. W 1631 do Cedyni przybył król szwedzki Gustaw Adolf i stąd kierował działaniami wojennymi, znanymi jako wojna trzydziestoletnia. W 1637 roku Cedynia stała się polem bitwy, a budynek klasztoru został niemal całkowicie zniszczony.

 

M.M.: Skąd wiemy, że król szwedzki mieszkał właśnie w tym miejscu?

P.H.: Mamy na to swój mały, oryginalny dowód. Podczas prac remontowych przy południowej ścianie budynku natrafiliśmy na 20-centymetrową warstwę szkła. Jak się okazało, były to butelki po winie z XVII wieku, które Szwedzi, po opróżnieniu, wyrzucali za okno. Jedna z butelek nie rozbiła się, stąd mamy pewność jej pochodzenia. Świadczy o tym, że w budynku mieszkała osoba bardzo zamożna, którą stać było na sprowadzanie wina z południa Europy, a następnie wyrzucanie przez okno drogich szklanych opakowań. To musiał być król!

 

M.M.: Klasztor pełnił dwie funkcje – najpierw sakralną, a potem świecką.

P.H.: Funkcję świecką pełnił przez 300 lat, a sakralną już – 450. Gdy funkcja się zmieniała, zasadą było, że wyznanie panujące na danym terytorium jest wyznaniem władcy. Tak też było w przypadku Cedyni, stanowiącej fragment Nowej Marchii należącej do Państwa Krzyżackiego. Mówię tu o historii XVI-wiecznej, okresie trochę późniejszym niż bitwa pod Grunwaldem. Zakon gwałtownie potrzebował pieniędzy na prowadzenie wojny z Polską, dlatego też Nowa Marchia została zastawiona w Brandenburgii. Po przegranej wojnie, kiedy pożyczka nie została spłacona, Nowa Marchia z wpływów rzymsko-katolickich zmieniła wyznanie na protestanckie, powszechne w Brandenburgii. To spowodowało, że katolicki klasztor na tym terenie przestał mieć rację bytu. Trzeba też dodać, że klasztor zarządzał ziemią o powierzchni dzisiejszego powiatu. Był to wielki majątek. Wydaje się więc, że elektor brandenburski Jan, podpisując dekret o zmianie funkcji klasztoru, kierował się również kwestią gospodarczą i finansową. Ta zmiana nastąpiła w 1555 roku.

Z tamtych czasów do dziś przetrwało jedynie skrzydło zachodnie. Następnie zostało ono przebudowane – podniesiono dach na budynku średniowiecznym. Co ciekawe, substancja murów jest oryginalna w 95 procentach, co w przypadku budynków średniowiecznych bywa niezwykle rzadkie.

 

M.M.: Klasztor w Cedyni płonął kilka razy.

P.H.: Ostatni raz w 1945 roku, podpalony przez armię niemiecką. Do lat 80. XX wieku stał bez dachu, zostały tylko mury główne. Wtedy też z całego budynku odpadł tynk i odsłoniła się cała średniowieczna jego część, o której poprzedni właściciele obiektu – być może – nie mieli pojęcia…

 

M.M.: Można powiedzieć – szczęście w nieszczęściu.

P.H.: Tak. Pogoda i wpływ klimatu dokonały tego, co byłoby trudne dla konserwatora zabytków. Mam tu na myśli decyzję o odsłonięciu starych murów. Warto też wspomnieć, że budynek powstał w okresie tzw. średniowiecznego optimum klimatycznego. Oznacza to, że klasztor zbudowany z kamienia i niewielkiej ilości drogiej wtedy cegły, nie był – oprócz refektarza – ogrzewany. Jeśli więc mniszki mogły funkcjonować tu zimą, to znak, że klimat musiał być łagodniejszy niż dziś.

 

M.M.:  Z kolei Szwedzi dotarli do Cedyni na saniach po zamarzniętym Bałtyku.

P.H.:Wynika z tego, że historia tego obiektu jest na tyle długa, że zahacza o średnioweiczne optimum klimatyczne i o małe zlodowacenie!

 

M.M.: Czy istnieje jakaś legenda związana z Klasztorem w Cedyni? Może pojawia się tam Biała Dama?

Jak głosi legenda, ostatnia przeorysza klasztoru weszła w czasie burzy na wirydarz i wznosząc ręce ku niebu zawołała: „Boże zabierz mnie, moje życie już się dokonało!”. Po chwili uderzył w to miejsce piorun i mniszka zniknęła. Przed kilkoma laty obserwowaliśmy z żoną burzę z okien klasztoru. W pewnym momencie piorun uderzył, wzgardzając całą misterną konstrukcją piorunochronów na dachu – dokładnie w miejscu wirydarza, przed budynkiem. Więc może to nie legenda, ale prawda. Tym bardziej, że uderzenie pioruna odbyło się w miejscu technicznie niemożliwym…

 

 

M.M.: W starym klasztorze znajduje się dziś piękny hotel. Jakie udogodnienia czekają w nim na gości?

P.H.: Budynek o powierzchni 1611 mkw. jest otoczony parkiem i znajduje się w pobliżu rezerwatów przyrody. Jest usytuowany na działce o powierzchni 12 226 mkw. Dziś znajduje się w nim doskonale prosperujący czterogwiazdkowy hotel i restauracja. Odbywają się tu koncerty muzyki klasycznej i wernisaże sztuki. Hotel oferuje 22 pokoje, w sumie 45 miejsc do spania. Wszystko wykonane jest tu z naturalnych surowców: drewna, kamienia, łupka. Łazienki są wyposażone w żeliwne wanny i ogrzewanie podłogowe, dzięki czemu woda w nich nie stygnie przez 2 godziny – co goście bardzo doceniają. Dużym udogodnieniem jest winda hydrauliczna łącząca wszystkie 5 pięter budynku. Restauracja, w której może zasiąść przy stołach nawet 120 osób, słynie z dobrego menu. Serwowane są tu przede wszystkim dania kuchni polskiej i europejskiej. Co roku blisko 5000 osób mieszka w Klasztorze Cedynia, a kolejnych kilka tysięcy odwiedza to miejsce.

Ważnym elementem tego naszego projektu jest atmosfera, która jest nie do podrobienia. Wraz z żoną osobiście nadzorujemy funkcjonowanie obiektu, co doceniają nasi goście, przede wszystkim Niemcy. Stawiamy na klientów indywidualnych, którzy do nas wracają. Pewnie dlatego w czasach pandemii nie narzekamy na brak gości. Natomiast w biznes planie przez ostatnich 10 lat nie były uwzględniane imprezy szkoleniowe czy motywacyjne i to jest na pewno element, który następni właściciele Klasztoru Cedynia będą mogli rozwinąć. Klasztor, ze względu na wielkość działki i jej obecny kształt, jest dziś bardzo ciekawą inwestycją z wieloma możliwościami rozwoju. Możliwa jest również zmiana jego funkcji na np. Dom Opieki lub Spokojnej Starości, dobudowanie nowych budynków z dodatkowymi pomieszczeniami, rozbudowa SPA i siłowni, stworzenie kortów tenisowych czy basenu.

M.M.: Tereny otaczające klasztor są niezwykle atrakcyjne. Na co mogą liczyć przyjeżdżający do Cedyni turyści?

P.H.: Klasztor jest położony zaledwie 7 kilometrów od niemieckiej granicy. Aż 95 procent naszych gości, to Niemcy. Blisko stąd do Berlina, bo jedynie 55 kilometrów dzieli nas od rogatek tego miasta, a z trzeciego piętra klasztoru, przy doskonałej pogodzie, widać czubek berlińskiej iglicy. Nasi goście chwalą sobie ścieżki rowerowe wiodące po dzikim dukcie i nieograniczoną możliwość wejścia do lasów, w których można spotkać dziką zwierzynę, także wilki. Dużą atrakcją jest Puszcza Piaskowa – jeden z najcieplejszych regionów Polski, a także Rezerwat Przyrody Dębu Omszałego zasadzonego tu przez Cystersów, wyglądającego niczym las prehistoryczny. Z ogrodu przy klasztorze mamy przepiękny widok na pradolinę Odry. Czasem siadamy tam z żoną i mówimy, że ludziom wolnym do życia potrzebny jest widok na horyzont.

 

M.M.: Dziękuję za rozmowę.

0
2120

Potwierdź wysłanie formularza

Kliknięcie przycisku „POTWIERDŹ” oznacza zgodę na przetwarzanie Pani/Pana danych osobowych w celu realizacji zapytania.

Dane zostały wysłane pomyślnie. Dziękujemy.

Uprzejmie prosimy o zapoznanie się z Klauzulą Informacyjną dotyczącą przetwarzania Pani/Pana danych osobowych.

Administratorem danych w rozumieniu obowiązujących przepisów o ochronie danych jest Tacit Development Polska JS spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa („Tacit Development Polska JS”) z siedzibą w Warszawie pod adresem: ul. Twarda 4, 00-105 Warszawa, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie, XII Wydział Gospodarczy KRS pod numerem 0000457787, numer telefonu (22) 403 45 34. W sprawach związanych z przetwarzaniem danych należy kontaktować się na adres poczty elektronicznej: rodo@tacitgroup.pl

Treść tylko dla subskrybentów newslettera, prosimy o zaznaczenie zgody.